![]()
never-stop-smiling
zanim znikniesz gdzieś, gdzie nie będzie nas...
10 maja 2012, 03:39 Komentuj (0)
Jest godzina 03.34. Gdzieś pomiędzy pracą z historii a nauką na angielski i polski potykam się o wspomnienie niedzieli. Wydaje mi się, że potykam się chwilę, a później szybko zbieram. Ale ja się potykam od dobrych dwóch godzin. Z tego odrętwienia wyrywa mnie jedynie zmieniający się kolor nieba. Wchodzi już w odcień pięknego chabru. Słońce powoli się przeciąga, żeby powiedzieć nam rano dzień dobry. Będzie mi zimno, na pewno będzie mi zimno, ale kiedy Cię zobaczę, to będzie mało istotne... jak wszystko wówczas. Nie położę się już, bo za godzinę trzeba wyjść z psem, a później żeby wreszcie złamać ten cholerny schemat, trzeba iść pobiegać. A później wrócić, doprowadzić się do stanu względnego porządku i Was odprowadzić, iść na korki z matmy, spotkać się z Anną i wyjść po siostrę, bo przecież musi zobaczyć 3 szczury. Piszę zupełnie bez sensu.
falling slowly
27 kwietnia 2012, 23:58 Komentuj (4)
Miało być mi lepiej, kiedy wyjdę z domu. Miało mi to pomóc nie myśleć, a nie rozważać wszystko trzy razy bardziej. Piwo miało zrekompensować kiepskie samopoczucie, a wszystkie problemy miały odlecieć wraz z papierosowym dymem... Ale nie wyszło. Jest jeszcze gorzej. Czuję się źle... A najgorszy to jest czas przyszły dokonany, niezależny od nas samych...
Once
27 kwietnia 2012, 00:18 Komentuj (1)
Pamiętam jeden dzień z zeszłego roku. Poranek. Było 16 po 5. 18 marca. Siedziałam w dużym pokoju skrobiąc na kartce swoje przemyślenia, opisując kolor nieba, zachwycając się przelatującymi nad domem ptakami, wstającym dniem. Wszystko było prostsze. Łatwe. Wyostrzone zmysły i nasłuchiwanie, czy któreś z rodziców przypadkiem nie wstało i nie upomni mnie, że powinnam o tej godzinie spać. A ja zawsze lubiłam obserwować wstające słońce, świat, który jest niezmącony żadnym ludzkim gestem, zbędnym słowem. A teraz? A teraz mamy koniec kwietnia. Ciepłe noce, kiedy można wyjść przed dom i popatrzeć w gwiazdy, posiedzieć, popłakać...tak żeby nikt nie zobaczył. Nadal przepadam za obserwacją świata, kiedy ludzie są schowani pod kołdrami, albo w bloku na przeciwko zapalają światła, wchodząc do swoich kuchni, żeby zrobić sobie kawę, zacząć kolejny dzień. Tylko teraz, w przeciwieństwie do zeszłego roku jest trudniej. Ludzie pojawiają się, a później znikają, podejmują nieprzemyślane decyzje i odchodząc zabierając cząstkę siebie. I zostają luki. Czasem spotkam kogoś, kto idealnie wypełnia tą powstałą zadrę, tą pustkę, która wypełniła mnie przez te wszystkie lata. Zazwyczaj jednak okazuje się, że ja nie jestem w stanie zapełnić pustki w ich wnętrzu. I wtedy zadra we mnie rośnie. Rośnie strach. Staram się tłumaczyć sobie, że tak miało być i już. Ale wieczorami wcale nie wychodzi. Wieczorami siadam i płaczę. Jak dziecko. Dławię się łzami. Wychodzę przed dom, chcę wziąć głęboki oddech, ale nie potrafię. Brak tchu, zapuchnięte oczy i kubek parującej herbaty. I choć rano przykleję sobie uśmiech i przed wyjściem z domu będę wmawiać sobie, że mimo wszystko Cię zyskałam, aż w to uwierzę. A później przyjdzie wieczór, noc i wszystko wróci ze zdwojoną siłą. I znów będzie pusto. Smutno, źle. I znów nie będę wiedziała czym skleić swoje serce, żeby aż tak nie bolało. Szaleństwem jest teraz przespanie czterech godzin w nocy. I nic nie pomaga. Zioła, kołysanki, wieczorny spacer. Zmęczenie bierze górę, ale sen się nie pojawia. Wysiadają mięśnie, kręgosłup, głowa. Leki nie działają. Karo mówi, że w takim razie nie boli fizycznie. I ma rację. Boli od środka, piecze i nie bardzo nawet wiadomo jak sobie pomóc...
A kiedy dziś Daria zapytała mnie czy jesteśmy razem, bo Justyna ponoć widziała jak idziemy za rękę zaczęłam się śmiać, a jak się odwróciłam to tylko łzy spłynęły, po policzkach. Rozpalonych.
'Komu mam wierzyć? Co nazwać zaufaniem?'
15 kwietnia 2012, 16:01 Komentuj (2)
W sumie miałam gotowy tekst, żeby tylko go tu wstukać, ale nie zrobię tego, bo napisałam go kilka dniu temu, wtedy kiedy się jeszcze tak maksymalnie nie zamieszało.
.
31 marca 2012, 01:31 Komentuj (3)
Inga śpi obok. Nie mam serca jej budzić i mówić, co czuję... Tak słodko śpi.
'Bo jest paru ludzi, bo jest parę w życiu dobrych chwil.'
31 marca 2012, 00:20 Komentuj (0)
Kolejna sekunda, minuta, godzina. Kolejny dzień, rok. Kolejne szanse, miłości. Kolejne szczyty do zdobycia.
.
29 marca 2012, 20:57 Komentuj (1)
Idąc z psem mijam takie miejsce,
gdzie drzewa po zimie zawsze stoją w wodzie. W ogromnej wodzie.
Pomimo jej nadmiaru nie gniją. Pewnie dlatego, że się
przyzwyczaiły. Skoro one nie gniją, to ja nie ugnę się, nie
upadnę pod ciężarem słów. Pewnie dlatego, że też się
już przyzwyczaiłam. Pewnie dlatego, że stały się codziennością.
Pewnie dlatego, że nauczyłam się milczeć o tym, jak bardzo mnie
bolą.
Ostatnio w tłumie wypatruję
Twojej blond czupryny. Znam błękit Twoich oczy. Coraz częściej
czuję, że się w nich topię. Odruchowo odwracam się za siebie,
kiedy słyszę Twój głos. Jeden Twój uśmiech, potrafi
mi poprawić humor na calusieńki dzień. Rano słysząc, że zobaczę
Cię za 10 minut, myślom o tym, że nie mam grama makijażu, że mam
nieuczesane włosy i za dużą podkoszulkę ustępuje szczęście, że
jednak Cię zobaczę. Nawet jeśli to chwila, w której zdążymy
wypić herbatę. Płyty, którą mi pożyczyłeś słucham
non-stop. Ciągle od początku, od nowa. Coraz częściej jesteś
pierwszą osobą o której myślę kiedy wstaję i ostatnią
przed zaśnięciem. Zamiast być tu i teraz, myślami uciekam na
Mazury, na wakacje. Z nutką nadziei, że może wtedy coś nam z tego
wyjdzie. Chociaż mój Zielonoherbaciany Filozof uczy mnie, że
co ma być to będzie. Więc pewnie ma rację. Ja jej wierzę.
Z gubienia kluczy już wyrosłam.
Teraz za to gubię siebie samą. Tą dawną siebie – silną,
poukładaną... Ale to już zupełnie inna bajka...
B.D.
16 marca 2012, 02:11 Komentuj (3)
01:23 - gdzieś pomiędzy rozwiązywaniem zadań z matematyki, prezentacjami na WOK, a odświeżaniem jednej i tej samej piosenki... Gdzieś pomiędzy zmęczeniem, a wizją dnia o fajkach i energetykach. Wreszcie gdzieś pomiędzy żółtymi martensami i fioletowymi rajstopami.
Zośce, Zosi, Zosieńce...
29 lutego 2012, 21:57 Komentuj (0)

byłam wtedy szczęśliwa.
"Bez pomocy bliźnich sami nie dojdziemy do niczego." - Mikołaj Gogol
Dziękuję, bo sama pewnie bym jeszcze trochę w tym siedziała. A teraz..chyba podałaś mi rękę i wyciągasz z samego dna. Bo jednak daMY radę brzmi inaczej niż 'dasz'.
Bo jednak, to zupełnie coś innego.
A jutro będzie uśmiech, taki specjalny, taki wyjątkowy, dla Ciebie :*
Czemu zapomniałam, że czerpanie radości z drobiazgów jest takie wspaniałe?
Idzie wiosna, wszystko się odnawia, wszystko nabiera nowego blasku. Więc może warto zacząć od nowa i z moim życiem? Warto. W końcu walczę o siebie. WalczyMY.
Mówię Wam Zośka jest cudaśna! :*
ja i moje mongolskie teorie
22 lutego 2012, 18:11 Komentuj (0)
Doszłam do wniosku, że człowieka unieszczęśliwia niezorganizowanie. Rozwala to cały dzień, psuje nastrój, obniża chęć do zrobienia czegokolwiek. Panujący wokół bałagan, brak czasu dobija.
Czasami wystarczy zrobić porządek wokół siebie i wszystko inaczej wygląda. Jest łatwiej się zorganizować kiedy się wie co gdzie jest. Czas nie płynie wtedy wolniej, bo czasu nie da się spowolnić czy zatrzymać, bo płynie on niezależnie od nas. Ale przynajmniej wtedy nie ucieka bezsensownie przez palce. Mamy świadomość ile zrobiliśmy, co ile nam zajęło. To przyjemne uczucie. Wszystko zależy od podejścia do sprawy. Nawet nauka nie musi być nieprzyjemną koniecznością. A jeśli chcemy porządkować swoje życie, proponuję zaczynać od porządku w pokoju/portfelu/torbie/plecaku. Pozbycie się niepotrzebnych papierków, strzępków wspomnień, które zaśmiecają nam życie i uporczywie wracają kiedy coś przewinie się nam przez ręce. To miłe uczucie, kiedy wszystko jest harmonijne. Mnie się podoba.
Wszystko zaczyna się układać. Idzie wiosna. Zaspy się topią, co prawda wszędzie są kałuże i woda, ale wszystko ma się ku dobremu :)
Chcę już wiosnę, tak bardzo bardzo chcę słońca! Ale mam takie swoje małe ludzkie słońca, które ocieplają mi każdy dzień! Dziękuję! :*
archiwum
kategorie
linki