20 stycznia 2012, 23:30 Komentuj (2)

Czy to źle, że płaczę? Czy to źle, że chciałabym stąd uciec? Jak najdalej..w góry, tak najlepiej w góry.. W Bieszczady.
Czy to dziwne, że jestem ciekawa ile osób zauważyłoby moją nieobecność, gdybym tak po prostu odeszła. Coraz częściej zastanawiam się, jak by to było, gdyby wciągnąć jedną białą kreskę i uciec. To tylko przemyślenia.
Jednak, byłoby miło odpłynąć. Zapaliłabym. Teraz, zaraz już. Albo poszła pobiegać, robić zdjęcia. Chciałabym się znów zachłysnąć życiem, umrzeć ze szczęścia i zmartwychwstać. Albo właśnie nie zmartwychwstać. Uciec bym chciała. Odpłynąć. Wrócić do przeszłości, przeżyć jeszcze jedną taką krakowską noc. Chciałabym się zatrzymać, spojrzeć w niebo i pomyśleć 'Jestem szczęśliwa'. A może potrzeba mi tylko spokoju? A może nie powinnam myśleć.?
A może..wcale mnie nie ma...i nigdy nie było .
Zapomnijcie.

22 stycznia 2012, 13:11 Komentuj (2)

mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato...

cześć mamo i tato.. jestem, tak trochę jestem, a trochę mnie nie ma. tak jakby się martwię, tęsknię, a może wcale nie.
może tak mi się tylko wydaje..
Tato, pamiętasz te kanapki z dżemem?


pierwsza butelka wina, nigdy nie jest ostatnią.

27 stycznia 2012, 23:35 Komentuj (0)

Spacer, gwiazdy, rzeka.
Przelatujące obrazy. Wielki Wóz, Mały Wóz, Pas Oriona.
Lis. Noc, mróz. Księżycowy rogal. Taki mały raj na ziemi. I obietnica, że 'wrócimy tu jeszcze'.
Wino. Może trochę za dużo wina, chociaż w wprawdzie mogłybyśmy wypić jeszcze jedną butelkę. A może nawet dwie.
Ewentualnie siedem. Może trochę więcej, plus minus osiem i pół. Miłość (ble!), brak miłości (powszechność), oraz staropanieństwo (w planach). Inga mówi, że jako artystka, uczennica ASP, będę miała zajebistego faceta, z którym będę uprawiała nieziemski seks (nie wierzmy jej, jest pijana <3). Ale jak jest pijana to mówi prawdę (tak mi kazała napisać, a teraz mnie bije, ała). I robi minę jak smutny bobas. Pisanie po winie, jest dużo fajniejsze :)

Enjoy.

02 lutego 2012, 19:59 Komentuj (1)

Mam doła jak stąd do Łodzi, albo do Sieradza... Mam takiego doła jak suma wektorów tych dwóch odległości.
Dlaczego to wszystko tak pędzi, tak biegnie, czemu nie mamy na nic czasu. Czy odebrać telefon to tak dużo?
Czy wysłać głupiego sms-a? List...
Dać znak swojej obecności? Nie ma dzisiaj dla mnie miejsca ani tu, ani nigdzie indziej. Na pewno nie tam, gdzie nie ma moich przyjaciół. Mam ochotę otworzyć butelkę wina, zapalić papierosa i sobie popłakać.
Tylko nie ma wina.
Głupie jest to wszystko. Nieoczekiwane. Szybkie.
Tak strasznie tęsknię, że oddałabym wszystko za chwilę rozmowy, ale nie tej telefonicznej. Nie. Chciałabym na Was spojrzeć, w oczy. Przytulić się. Popłakać, poczuć Waszą obecność. To takie niesłyszalnie trudne.
Dostać głupiego sms-a 'Śpij dobrze Maleństwo'. Chciałabym, żeby ktoś po prostu usiadł obok, wziął mnie za rękę i powiedział, 'Dasz sobie radę, wytrwasz. Będzie dobrze.'
Dzisiaj szłyśmy w Łodzi i mówiłam, że paradoksalnie jestem szczęśliwa. Gówno prawda. Nie jestem. Płaczę.
Podobno łzy się śmieją, kiedy są za duże...

to było porwanie.

03 lutego 2012, 22:59 Komentuj (1)

Dziś porwali mnie UFO (Ultra Fantastyczni Osobnicy) - Inga i Mateusz :D
I wiecie co robiliśmy? Wlewo, prawo, prawo, lewo, lewo i prawo! : )
A później lekko nad jedynką i powoli puszczaj sprzęgło. POWOLI!!!

Uwielbiam takie dni. Zaliczyliśmy Biedronkę, Spałę i Białą Górę :D A póżniej : 'Masz autobus za 5 minut' xd
Kocham Cię :P
Wróciłam do domu i Karo mnie wyciągnęła na herbatę do Mc. Znaczy się miała być arystokrancja na miarę h-d w Arkadiach, ale mają urlop :D
Obgadałyśmy wszystkich i było fajnie : )
A później byłyśmy w Lidlu :D
A na koniec napisała Marta. I to było dobre.
To był dobry dzień. I oby tak było dalej.
Dziękuję.

sercuję Ci.

08 lutego 2012, 16:08 Komentuj (0)



'Nie mówię, że Cię kocham, bo to bzdura, ale pewnie Cię kocham.' - Halina Poświatowska

Jedno słoneczko w mailu tak bardzo poprawia humor. Tak długo na to czekałam. Tak bardzo mi tego brakowało.

sercuję Ci.

09 lutego 2012, 23:03 Komentuj (1)



Tęsknię. Tak bardzo tęsknię. Tak zupełnie po ludzku. A może niezupełnie... Gdzie się podział troskliwy miś i maleństwo? 'Rozmyte, rozbite, zaspane, zasypane.'

18 lutego 2012, 00:37 Komentuj (0)

A co jeśli umrzemy? Jeśli któreś z nas odbierze złe badania? A może tak właśnie powinno się stać. Może powinnam zacząć tracić życie, żeby wreszcie zacząć żyć. Ale żyć, a nie udawać, oszukiwać samą siebie. Wiecznie szukać powodu, dla którego powinnam być smutna? A jeśli miałabym świadomość, że umrę za rok, dwa. Co wtedy? Zaczęłabym żyć? Ale tak naprawdę. Odkładamy wszystko na później, na wakacje, na lepsze czasy. A co jeśli one wcale nie przyjdą? Jeśli nie będzie następnych Świąt, wakacji, urodzin? Lepsze czasy też nie przyjdą. To nie jest koncert życzeń. Chcę jeszcze zobaczyć wschód słońca. Chcę pokochać siebie, życie, drugiego człowieka. Ale tak mocno. Tak, żeby nie czuć tej pustki. Żeby nie czuć się na kilkadziesiąt lat. Gdzie ja się podziałam? Gdzie jest ta 'ja', która biegała w deszczu, bo to jej sprawiało taką ogromną radość? Wychodziła na kilka godzin, żeby spacerować, obserwować ludzi, ten bieg. Żeby w nim nie uczestniczyć, a stać z boku. Być obserwatorem. A później wracać do domu i nie powtarzać żadnego schematu. Zawsze chciałam żyć po swojemu. Czy teraz chcę tego w ogóle? Żyć po swojemu.. Tylko co to znaczy?
Co znaczy żyć?

ja i moje mongolskie teorie

22 lutego 2012, 18:11 Komentuj (0)

Doszłam do wniosku, że człowieka unieszczęśliwia niezorganizowanie. Rozwala to cały dzień, psuje nastrój, obniża chęć do zrobienia czegokolwiek. Panujący wokół bałagan, brak czasu dobija.
Czasami wystarczy zrobić porządek wokół siebie i wszystko inaczej wygląda. Jest łatwiej się zorganizować kiedy się wie co gdzie jest. Czas nie płynie wtedy wolniej, bo czasu nie da się spowolnić czy zatrzymać, bo płynie on niezależnie od nas. Ale przynajmniej wtedy nie ucieka bezsensownie przez palce. Mamy świadomość ile zrobiliśmy, co ile nam zajęło. To przyjemne uczucie. Wszystko zależy od podejścia do sprawy. Nawet nauka nie musi być nieprzyjemną koniecznością. A jeśli chcemy porządkować swoje życie, proponuję zaczynać od porządku w pokoju/portfelu/torbie/plecaku. Pozbycie się niepotrzebnych papierków, strzępków wspomnień, które zaśmiecają nam życie i uporczywie wracają kiedy coś przewinie się nam przez ręce. To miłe uczucie, kiedy wszystko jest harmonijne. Mnie się podoba.

Wszystko zaczyna się układać. Idzie wiosna. Zaspy się topią, co prawda wszędzie są kałuże i woda, ale wszystko ma się ku dobremu :)
Chcę już wiosnę, tak bardzo bardzo chcę słońca! Ale mam takie swoje małe ludzkie słońca, które ocieplają mi każdy dzień! Dziękuję! :*

Zośce, Zosi, Zosieńce...

29 lutego 2012, 21:57 Komentuj (0)



byłam wtedy szczęśliwa.

"Bez pomocy bliźnich sami nie dojdziemy do niczego." - Mikołaj Gogol
Dziękuję, bo sama pewnie bym jeszcze trochę w tym siedziała. A teraz..chyba podałaś mi rękę i wyciągasz z samego dna. Bo jednak daMY radę brzmi inaczej niż 'dasz'.
Bo jednak, to zupełnie coś innego.

A jutro będzie uśmiech, taki specjalny, taki wyjątkowy, dla Ciebie :*
Czemu zapomniałam, że czerpanie radości z drobiazgów jest takie wspaniałe?
Idzie wiosna, wszystko się odnawia, wszystko nabiera nowego blasku. Więc może warto zacząć od nowa i z moim życiem? Warto. W końcu walczę o siebie. WalczyMY.
Mówię Wam Zośka jest cudaśna! :*

B.D.

16 marca 2012, 02:11 Komentuj (3)

01:23 - gdzieś pomiędzy rozwiązywaniem zadań z matematyki, prezentacjami na WOK, a odświeżaniem jednej i tej samej piosenki... Gdzieś pomiędzy zmęczeniem, a wizją dnia o fajkach i energetykach. Wreszcie gdzieś pomiędzy żółtymi martensami i fioletowymi rajstopami.

Za końcówkę Jacka Danielsa i przed pierwszym papierosem tuż po 6. Przed moim ciężkim dniem i jeszcze cięższym weekendem.
W połowie drogi pomiędzy sercem a rozumem. 
Z myślą o tym, że kiedy za kilka godzin stanę pod blokiem i łapczywie się zaciągnę zgubię równowagę i grawitacja będzie przeciwko mnie.
Niedziela - to mnie chyba trochę zaskoczyło. Ale deal to deal. Więc myślę, że damy radę.
To, że jestem tylko ziarnkiem piasku w stosunku do całego wszechświata... To nic. Ale przynajmniej jestem. Po trosze dzięki Tobie, bo ostatnio nie było dobrze. Wcale nie było. Dlatego tak zwyczajnie i po prostu dziękuję. 
02:01 - pozdrawiam Panią od WOK-u. 
Pomiędzy głupimi dźwiękami. Gdzieś w tym wszystkim, miesza mi się twój głos, zapach perfum, włosy i zabłąkany uśmiech. Jestem masochistką. 
Jeszcze tylko 4 godziny. Wyśpię się nie ma co. Łódź milczy, Zgierz milczy, ja milczę. Ale tylko tak z wierzchu. Bo w środku mam ochotę milczeć jednak trochę głośniej. Liczę na te 15 stopni i na 2 z matematyki. 
A teraz wreszcie wezmę się do roboty. 
Dobranoc.

.

29 marca 2012, 20:57 Komentuj (1)


     Idąc z psem mijam takie miejsce,
gdzie drzewa po zimie zawsze stoją w wodzie. W ogromnej wodzie.
Pomimo jej nadmiaru nie gniją. Pewnie dlatego, że się
przyzwyczaiły. Skoro one nie gniją, to ja nie ugnę się, nie
upadnę pod ciężarem słów. Pewnie dlatego, że też się
już przyzwyczaiłam. Pewnie dlatego, że stały się codziennością.
Pewnie dlatego, że nauczyłam się milczeć o tym, jak bardzo mnie
bolą.


     Ostatnio w tłumie wypatruję
Twojej blond czupryny. Znam błękit Twoich oczy. Coraz częściej
czuję, że się w nich topię. Odruchowo odwracam się za siebie,
kiedy słyszę Twój głos. Jeden Twój uśmiech, potrafi
mi poprawić humor na calusieńki dzień. Rano słysząc, że zobaczę
Cię za 10 minut, myślom o tym, że nie mam grama makijażu, że mam
nieuczesane włosy i za dużą podkoszulkę ustępuje szczęście, że
jednak Cię zobaczę. Nawet jeśli to chwila, w której zdążymy
wypić herbatę. Płyty, którą mi pożyczyłeś słucham
non-stop. Ciągle od początku, od nowa. Coraz częściej jesteś
pierwszą osobą o której myślę kiedy wstaję i ostatnią
przed zaśnięciem. Zamiast być tu i teraz, myślami uciekam na
Mazury, na wakacje. Z nutką nadziei, że może wtedy coś nam z tego
wyjdzie. Chociaż mój Zielonoherbaciany Filozof uczy mnie, że
co ma być to będzie. Więc pewnie ma rację. Ja jej wierzę.


     Z gubienia kluczy już wyrosłam.
Teraz za to gubię siebie samą. Tą dawną siebie – silną,
poukładaną... Ale to już zupełnie inna bajka...


'Bo jest paru ludzi, bo jest parę w życiu dobrych chwil.'

31 marca 2012, 00:20 Komentuj (0)

Kolejna sekunda, minuta, godzina. Kolejny dzień, rok. Kolejne szanse, miłości. Kolejne szczyty do zdobycia. 

Może tym razem się uda, może tym razem zamiast mówić 'Nie dam rady' mimo wszystko dam. Mimo wszystko stawię czoła temu wszystkiemu, przyjmując to takim jakie jest? Zaczynam pytać samą siebie. Może to przez szklankę wina za dużo. Może to o te 2 litry i piwo za dużo? Jeśli tak ma wyglądać dorosłość, to..czemu nie.
'Do niedzieli jakoś szło...' - boli kiedy się słucha. Boli, bo nie można się całkowicie odciąć od przeszłości. Od starych znajomości. Może masz rację mówiąc, że jestem naiwna, bo pewnie tak jest. Ja Ci przyznaję rację. Ale to pewnie za dużo tlenu. Odrobinę za dużo łez, kogoś kto jest mi tak  bliski. 
Może i chciałabym umrzeć z miłości. Kogo chcę oszukać? Za blond czuprynę oddałabym wszystko. Nienawidzę, kiedy nie mogę zrobić nic z Twoim smutkiem. Kiedy widać go nawet w oczach, a ja nie wiem o co chodzi. I się pewnie nie dowiem, bo tak wygląda męska solidarność, prawda? Prawda. Muszę odpowiadać samej sobie, bo inaczej oszaleję. Bo Tobie tego wszystkiego nie powiem, przecież. Nie stanę przed Tobą i nie powiem, że tak bardzo mi zależy. Może po Mazurach, kiedy nie mając nic do stracenia będę tak bardzo zmęczona.  Może wtedy poczuję się lepiej. Może wtedy nie wybuchniesz śmiechem. Może... Pamiętam, tak pamiętam co mówi Zielonoherbaciany Filozof, że co ma być to będzie. Ale jak mam się nie bać, nie martwić. Kiedy mi zależy. Kiedy...Cicho, ani słowa więcej, nie psuję tego co jest...Bo znów to zupełnie inna bajka...

.

31 marca 2012, 01:31 Komentuj (3)

Inga śpi obok. Nie mam serca jej budzić i mówić, co czuję... Tak słodko śpi.

'Komu mam wierzyć? Co nazwać zaufaniem?'

15 kwietnia 2012, 16:01 Komentuj (2)

W sumie miałam gotowy tekst, żeby tylko go tu wstukać, ale nie zrobię tego, bo napisałam go kilka dniu temu, wtedy kiedy się jeszcze tak maksymalnie nie zamieszało. 


A teraz? Co mogę napisać, chyba do końca nie wiem. Kilka dni temu gorsza od ciszy i zgiełku była niemożność określenia tego jak się czuję. Dziś...dziś żal ustępuje radości. Uldze, że znam prawdę, że nie mam czego żałować. Bo pewne rzeczy często w naszych głowach są bardzo wyidealizowane, prawda? 
Jednak sprawdza się powiedzenie, że najgorsza prawda jest lepsza niż słodkie kłamstwa.
Szkoda tylko, że niektórych nie stać na powiedzenie tej prawdy i udają, że nic się nie dzieje, okłamują wszystkich dookoła na czele z samym sobą.
Za wiele tu nie można zrozumieć, nigdy się nie rozumie, kiedy w grę wchodzą uczucia. 

Myślę sobie, że tak musiało być i już. Coś się musi spieprzyć, żeby mogło być później dobrze.
Mogłaby przyjść burza. Szybka ale intensywna. 

Once

27 kwietnia 2012, 00:18 Komentuj (1)

Pamiętam jeden dzień z zeszłego roku. Poranek. Było 16 po 5. 18 marca. Siedziałam w dużym pokoju skrobiąc na kartce swoje przemyślenia, opisując kolor nieba, zachwycając się przelatującymi nad domem ptakami, wstającym dniem. Wszystko było prostsze. Łatwe. Wyostrzone zmysły i nasłuchiwanie, czy któreś z rodziców przypadkiem nie wstało i nie upomni mnie, że powinnam o tej godzinie spać. A ja zawsze lubiłam obserwować wstające słońce, świat, który jest niezmącony żadnym ludzkim gestem, zbędnym słowem. A teraz? A teraz mamy koniec kwietnia. Ciepłe noce, kiedy można wyjść przed dom i popatrzeć w gwiazdy, posiedzieć, popłakać...tak żeby nikt nie zobaczył. Nadal przepadam za obserwacją świata, kiedy ludzie są schowani pod kołdrami, albo w bloku na przeciwko zapalają światła, wchodząc do swoich kuchni, żeby zrobić sobie kawę, zacząć kolejny dzień. Tylko teraz, w przeciwieństwie do zeszłego roku jest trudniej. Ludzie pojawiają się, a później znikają, podejmują nieprzemyślane decyzje i odchodząc zabierając cząstkę siebie. I zostają luki. Czasem spotkam kogoś, kto idealnie wypełnia tą powstałą zadrę, tą pustkę, która wypełniła mnie przez te wszystkie lata. Zazwyczaj jednak okazuje się, że ja nie jestem w stanie zapełnić pustki w ich wnętrzu. I wtedy zadra we mnie rośnie. Rośnie strach. Staram się tłumaczyć sobie, że tak miało być i już. Ale wieczorami wcale nie wychodzi. Wieczorami siadam i płaczę. Jak dziecko. Dławię się łzami. Wychodzę przed dom, chcę wziąć głęboki oddech, ale nie potrafię. Brak tchu, zapuchnięte oczy i kubek parującej herbaty. I choć rano przykleję sobie uśmiech i przed wyjściem z domu będę wmawiać sobie, że mimo wszystko Cię zyskałam, aż w to uwierzę. A później przyjdzie wieczór, noc i wszystko wróci ze zdwojoną siłą. I znów będzie pusto. Smutno, źle. I znów nie będę wiedziała czym skleić swoje serce, żeby aż tak nie bolało. Szaleństwem jest teraz przespanie czterech godzin w nocy. I nic nie pomaga. Zioła, kołysanki, wieczorny spacer. Zmęczenie bierze górę, ale sen się nie pojawia. Wysiadają mięśnie, kręgosłup, głowa. Leki nie działają. Karo mówi, że w takim razie nie boli fizycznie. I ma rację. Boli od środka, piecze i nie bardzo nawet wiadomo jak sobie pomóc...
A kiedy dziś Daria zapytała mnie czy jesteśmy razem, bo Justyna ponoć widziała jak idziemy za rękę zaczęłam się śmiać, a jak się odwróciłam to tylko łzy spłynęły, po policzkach. Rozpalonych. 

falling slowly

27 kwietnia 2012, 23:58 Komentuj (4)

Miało być mi lepiej, kiedy wyjdę z domu. Miało mi to pomóc nie myśleć, a nie rozważać wszystko trzy razy bardziej. Piwo miało zrekompensować kiepskie samopoczucie, a wszystkie problemy miały odlecieć wraz z papierosowym dymem... Ale nie wyszło. Jest jeszcze gorzej. Czuję się źle... A najgorszy to jest czas przyszły dokonany, niezależny od nas samych... 


.

02 maja 2012, 00:03 Komentuj (0)

To był sympatyczny wieczór, Asia, Rafał, Aga, Pati, Madzia, Martyna, Mati, Błażej, Olcia. Piwo, papieros, śmiech, papieros, papieros, śmiech, śmiech piwo. Dużo śmiechu. Oderwanie, choć na chwilę od tego wszystkiego. Znów nie na długo, bo weszłam do domu, przebrałam się, spojrzałam na łóżko i znów wróciła niedziela. I Ty. I słowa, bardziej gesty, dużo gestów. Nie pierwszych lepszych. Nie tych zbędnych, które psują budzące się rano miasto. Może sama dałam sobie przyzwolenie na płakanie w środku dnia. Sama pozwoliłam sobie wypełnić swoje myśli Tobą. Mój cały, mały świat. I tak, to jest głupie, nieodpowiedzialne. Jakie jeszcze? Dziecinne? Tak, dziecinne chyba też...


‎"Człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy."
— Karel Čapek

I o reszcie chyba jeszcze będę długo milczeć... 

zanim znikniesz gdzieś, gdzie nie będzie nas...

10 maja 2012, 03:39 Komentuj (0)

Jest godzina 03.34. Gdzieś pomiędzy pracą z historii a nauką na angielski i polski potykam się o wspomnienie niedzieli. Wydaje mi się, że potykam się chwilę, a później szybko zbieram. Ale ja się potykam od dobrych dwóch godzin. Z tego odrętwienia wyrywa mnie jedynie zmieniający się kolor nieba. Wchodzi już w odcień pięknego chabru. Słońce powoli się przeciąga, żeby powiedzieć nam rano dzień dobry. Będzie mi zimno, na pewno będzie mi zimno, ale kiedy Cię zobaczę, to będzie mało istotne... jak wszystko wówczas. Nie położę się już, bo za godzinę trzeba wyjść z psem, a później żeby wreszcie złamać ten cholerny schemat, trzeba iść pobiegać. A później wrócić, doprowadzić się do stanu względnego porządku i Was odprowadzić, iść na korki z matmy, spotkać się z Anną i wyjść po siostrę, bo przecież musi zobaczyć 3 szczury. Piszę zupełnie bez sensu.

archiwum

  • 2012

  • maj
  • kwiecień
  • marzec
  • luty
  • styczeń
  • 2011

  • kategorie

  • nieznośna lekkość bytu(42)
  • linki

  • Ruda.

  • Boś.

  • photoblog.

  • © 2003-2007 copyright ownlog.com