![]()
never-stop-smiling
ja i moje mongolskie teorie
22 lutego 2012, 18:11 Komentuj (0)
Doszłam do wniosku, że człowieka unieszczęśliwia niezorganizowanie. Rozwala to cały dzień, psuje nastrój, obniża chęć do zrobienia czegokolwiek. Panujący wokół bałagan, brak czasu dobija.
Czasami wystarczy zrobić porządek wokół siebie i wszystko inaczej wygląda. Jest łatwiej się zorganizować kiedy się wie co gdzie jest. Czas nie płynie wtedy wolniej, bo czasu nie da się spowolnić czy zatrzymać, bo płynie on niezależnie od nas. Ale przynajmniej wtedy nie ucieka bezsensownie przez palce. Mamy świadomość ile zrobiliśmy, co ile nam zajęło. To przyjemne uczucie. Wszystko zależy od podejścia do sprawy. Nawet nauka nie musi być nieprzyjemną koniecznością. A jeśli chcemy porządkować swoje życie, proponuję zaczynać od porządku w pokoju/portfelu/torbie/plecaku. Pozbycie się niepotrzebnych papierków, strzępków wspomnień, które zaśmiecają nam życie i uporczywie wracają kiedy coś przewinie się nam przez ręce. To miłe uczucie, kiedy wszystko jest harmonijne. Mnie się podoba.
Wszystko zaczyna się układać. Idzie wiosna. Zaspy się topią, co prawda wszędzie są kałuże i woda, ale wszystko ma się ku dobremu :)
Chcę już wiosnę, tak bardzo bardzo chcę słońca! Ale mam takie swoje małe ludzkie słońca, które ocieplają mi każdy dzień! Dziękuję! :*
18 lutego 2012, 00:37 Komentuj (0)
A co jeśli umrzemy? Jeśli któreś z nas odbierze złe badania? A może tak właśnie powinno się stać. Może powinnam zacząć tracić życie, żeby wreszcie zacząć żyć. Ale żyć, a nie udawać, oszukiwać samą siebie. Wiecznie szukać powodu, dla którego powinnam być smutna? A jeśli miałabym świadomość, że umrę za rok, dwa. Co wtedy? Zaczęłabym żyć? Ale tak naprawdę. Odkładamy wszystko na później, na wakacje, na lepsze czasy. A co jeśli one wcale nie przyjdą? Jeśli nie będzie następnych Świąt, wakacji, urodzin? Lepsze czasy też nie przyjdą. To nie jest koncert życzeń. Chcę jeszcze zobaczyć wschód słońca. Chcę pokochać siebie, życie, drugiego człowieka. Ale tak mocno. Tak, żeby nie czuć tej pustki. Żeby nie czuć się na kilkadziesiąt lat. Gdzie ja się podziałam? Gdzie jest ta 'ja', która biegała w deszczu, bo to jej sprawiało taką ogromną radość? Wychodziła na kilka godzin, żeby spacerować, obserwować ludzi, ten bieg. Żeby w nim nie uczestniczyć, a stać z boku. Być obserwatorem. A później wracać do domu i nie powtarzać żadnego schematu. Zawsze chciałam żyć po swojemu. Czy teraz chcę tego w ogóle? Żyć po swojemu.. Tylko co to znaczy?
Co znaczy żyć?
sercuję Ci.
09 lutego 2012, 23:03 Komentuj (1)

Tęsknię. Tak bardzo tęsknię. Tak zupełnie po ludzku. A może niezupełnie... Gdzie się podział troskliwy miś i maleństwo? 'Rozmyte, rozbite, zaspane, zasypane.'
sercuję Ci.
08 lutego 2012, 16:08 Komentuj (0)

'Nie mówię, że Cię kocham, bo to bzdura, ale pewnie Cię kocham.' - Halina Poświatowska
Jedno słoneczko w mailu tak bardzo poprawia humor. Tak długo na to czekałam. Tak bardzo mi tego brakowało.
to było porwanie.
03 lutego 2012, 22:59 Komentuj (1)
Dziś porwali mnie UFO (Ultra Fantastyczni Osobnicy) - Inga i Mateusz :D
I wiecie co robiliśmy? Wlewo, prawo, prawo, lewo, lewo i prawo! : )
A później lekko nad jedynką i powoli puszczaj sprzęgło. POWOLI!!!
Uwielbiam takie dni. Zaliczyliśmy Biedronkę, Spałę i Białą Górę :D A póżniej : 'Masz autobus za 5 minut' xd
Kocham Cię :P
Wróciłam do domu i Karo mnie wyciągnęła na herbatę do Mc. Znaczy się miała być arystokrancja na miarę h-d w Arkadiach, ale mają urlop :D
Obgadałyśmy wszystkich i było fajnie : )
A później byłyśmy w Lidlu :D
A na koniec napisała Marta. I to było dobre.
To był dobry dzień. I oby tak było dalej.
Dziękuję.
02 lutego 2012, 19:59 Komentuj (1)
Mam doła jak stąd do Łodzi, albo do Sieradza... Mam takiego doła jak suma wektorów tych dwóch odległości.
Dlaczego to wszystko tak pędzi, tak biegnie, czemu nie mamy na nic czasu. Czy odebrać telefon to tak dużo?
Czy wysłać głupiego sms-a? List...
Dać znak swojej obecności? Nie ma dzisiaj dla mnie miejsca ani tu, ani nigdzie indziej. Na pewno nie tam, gdzie nie ma moich przyjaciół. Mam ochotę otworzyć butelkę wina, zapalić papierosa i sobie popłakać.
Tylko nie ma wina.
Głupie jest to wszystko. Nieoczekiwane. Szybkie.
Tak strasznie tęsknię, że oddałabym wszystko za chwilę rozmowy, ale nie tej telefonicznej. Nie. Chciałabym na Was spojrzeć, w oczy. Przytulić się. Popłakać, poczuć Waszą obecność. To takie niesłyszalnie trudne.
Dostać głupiego sms-a 'Śpij dobrze Maleństwo'. Chciałabym, żeby ktoś po prostu usiadł obok, wziął mnie za rękę i powiedział, 'Dasz sobie radę, wytrwasz. Będzie dobrze.'
Dzisiaj szłyśmy w Łodzi i mówiłam, że paradoksalnie jestem szczęśliwa. Gówno prawda. Nie jestem. Płaczę.
Podobno łzy się śmieją, kiedy są za duże...
pierwsza butelka wina, nigdy nie jest ostatnią.
27 stycznia 2012, 23:35 Komentuj (0)
Spacer, gwiazdy, rzeka.
Przelatujące obrazy. Wielki Wóz, Mały Wóz, Pas Oriona.
Lis. Noc, mróz. Księżycowy rogal. Taki mały raj na ziemi. I obietnica, że 'wrócimy tu jeszcze'.
Wino. Może trochę za dużo wina, chociaż w wprawdzie mogłybyśmy wypić jeszcze jedną butelkę. A może nawet dwie.
Ewentualnie siedem. Może trochę więcej, plus minus osiem i pół. Miłość (ble!), brak miłości (powszechność), oraz staropanieństwo (w planach). Inga mówi, że jako artystka, uczennica ASP, będę miała zajebistego faceta, z którym będę uprawiała nieziemski seks (nie wierzmy jej, jest pijana <3). Ale jak jest pijana to mówi prawdę (tak mi kazała napisać, a teraz mnie bije, ała). I robi minę jak smutny bobas. Pisanie po winie, jest dużo fajniejsze :)
Enjoy.
22 stycznia 2012, 13:11 Komentuj (2)
mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato, mamo, tato...
cześć mamo i tato.. jestem, tak trochę jestem, a trochę mnie nie ma. tak jakby się martwię, tęsknię, a może wcale nie.
może tak mi się tylko wydaje..
Tato, pamiętasz te kanapki z dżemem?
20 stycznia 2012, 23:30 Komentuj (2)
Czy to źle, że płaczę? Czy to źle, że chciałabym stąd uciec? Jak najdalej..w góry, tak najlepiej w góry.. W Bieszczady.
Czy to dziwne, że jestem ciekawa ile osób zauważyłoby moją nieobecność, gdybym tak po prostu odeszła. Coraz częściej zastanawiam się, jak by to było, gdyby wciągnąć jedną białą kreskę i uciec. To tylko przemyślenia.
Jednak, byłoby miło odpłynąć. Zapaliłabym. Teraz, zaraz już. Albo poszła pobiegać, robić zdjęcia. Chciałabym się znów zachłysnąć życiem, umrzeć ze szczęścia i zmartwychwstać. Albo właśnie nie zmartwychwstać. Uciec bym chciała. Odpłynąć. Wrócić do przeszłości, przeżyć jeszcze jedną taką krakowską noc. Chciałabym się zatrzymać, spojrzeć w niebo i pomyśleć 'Jestem szczęśliwa'. A może potrzeba mi tylko spokoju? A może nie powinnam myśleć.?
A może..wcale mnie nie ma...i nigdy nie było .
Zapomnijcie.
Zapalniczka znaleziona.
25 grudnia 2011, 00:15 Komentuj (7)
'Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem: możemy latać tylko wtedy, gdy obejmiemy drugiego człowieka.'
— Bruno Ferrero
Jest tak sobie, po prostu.
Jak kolejny dzień, tylko gorszy.
Podczas sprzątania znalazłam jakiś śmieszny wpis do pamiętnika na kartce.
18 marca 2010, parę minut po 5.
Pisałam wtedy tak ładnie, o tym, że wstaje Słońce, że kończy się noc.
Że jestem chora i słucham, czy któreś z rodziców nie idzie.
Ze jestem po prostu szczęśliwa.
Franek przysłał mi dziś takie życzenia, które są po prostu szczere...
Żebym mogła się kiedyś zatrzymać na ulicy i pomyśleć, tak po prostu 'Jestem szczęśliwa'.
Popłakałam się dziś nie wiem, który już raz.
Bo nie lubię świąt, tej całej szopki, tego wyuczonego szczęścia.
Nie ma klimatu, nie ma już nic z tych czasów kiedy na ten dzień, jeden dzień czekało się calusieńki rok.
Nie ma już nic ze starej mnie.
Patrzę w lustro i widzę zupełnie obcą sobie osobę.
Niby to ja, niby nadal Aleksandra, urodzona 30 marca w 1995 roku, grupa krwi BRh+.
Teoretycznie wszystko się zgadza. Włosy, 'uśmiech', twarz.
10 kilogramów wróciło na swoje miejsce.
Ale to już nie ja, nie ta sama, nie ta, która 18 marca cieszyła się z takich bzdur jak nowy dzień...